Dziesięć lat za granicą — Holandia, potem Belgia. Magazyn, potem kierownik. Usprawnianie linii produkcyjnych, lean, liczby. A po godzinach odnawianie ogrodów Holendrom, gdzie mieszałem ich praktyczność z japońską estetyką.
Dwa tygodnie po powrocie zjeżdżałem rowerem z górki w centrum Jaworzna. Tego samego dnia mówiłem koledze, że chciałbym się odezwać do Krzyśka, ale nie mam do niego numeru. Zatrzymałem się pod sklepem i usłyszałem, że ktoś za mną biegnie i woła moją ksywę. To był on — z dzieckiem w wózku i drugim za rękę.
Znaliśmy się jeszcze sprzed mojego wyjazdu. Tego wieczoru zaproponował, żebym wszedł z nim w budowlankę. Odmówiłem — miałem już złożone papiery gdzie indziej. Kilka dni później, stojąc po badaniach lekarskich, podarłem je i zadzwoniłem do niego. We wrześniu zaczęliśmy.
Od tego czasu każdy obiekt robimy we dwóch. Bez podwykonawców, bez ekip, które zmieniają się w połowie roboty.